Już za parę dni… czyli o ostatnich dniach słów kilka…

Z czystej ciekawości, a tak naprawdę z wrodzoną nadwyżką narcyzmu, spojrzałam na ostatnie statystyki blogowe i zalała mnie natychmiastowa fala entuzjazmu porównywalna ze stanem, kiedy to Mąż przyniósł z zakupów papier toaletowy o zapachu kokosa. No no… 179 wyświetleń ostatniej notki, to już nie byle jaki wynik. Co prawda jakaś jedna trzecia wejść była nabita przeze mnie, ale i tak jestem pod wrażeniem ogromu tej liczby.
Od teraz możecie śmiało, z wypiekami na twarzy, śledzić rankingi największych polskich… khem… europejskich influencerów (nie do końca jeszcze odkryłam, dlaczego określenie „najbardziej wpływowi” zostało bezczelnie zgwałcone przez angielski odpowiednik, ale nie mi oceniać słuszność tej zmiany) i szukać mnie w pierwszej dziesiątce tejże elitarnej listy. To, że jeszcze mnie tam nie ma uznaję za klasyczny przykład niedopatrzenia, które z pewnością w najbliższym czasie zostanie naprawione.

Końcówka ciąży to czas szalenie skomplikowany dla całego otoczenia ciężarnej, ponieważ każdy nieznany dotąd objaw jest, naturalnie, interpretowany przez nią, jako ten, który rozpoczyna show zwane porodem. I tak w minionym tygodniu zdiagnozowałam u siebie 4 rozpoczynające się akcje porodowe, 2 odejścia wód płodowych, 5 skurczów partych, 3 razy czułam jak dziecko wychodzi oraz 7 razy dorzucałam kosmetyczkę do torby porodowej, która leży w pogotowiu już od 1,5 miesiąca…
…W większości przypadków okazywało się, że była to niestrawność, po ostatnim posiłku.

Nie zmienia to jednak faktu, że wszyscy dookoła są postawieni w stan najwyższej gotowości, a za całą część logistyczną odpowiada mój nieoceniony Mąż.
To już nie jest kwestia posiadania planów A i B. W przypadku Mariusza jest to posiadanie także planów C i D i E plus wyciągnięcie jeszcze 2 asów z rękawa. Dlatego też, ja tam czuję się całkiem bezpiecznie.
Niezależnie od dnia i godziny wiem, że dotrę na porodówkę w najkrótszym możliwym czasie, omijając wszelkie wyboje na polskich drogach, nie napotykając na żaden poznański korek, a na miejscu będą na mnie czekały zastępy lekarzy, położnych i pielęgniarek gotowych przyjąć na świat naszego Pierworodnego.  Poród natomiast przebiegnie całkowicie bezboleśnie, w fantastycznej atmosferze, gdzie wszyscy będziemy komentować aktualną sytuację geopolityczną, rozwiązywać problemy współczesnego świata oraz zasypywać się inteligentnym humorem, sącząc powolutku herbatkę z maleńkich filiżaneczek, a dookoła nas będą biegały małe jamnicze szczeniaczki, rozkosznie merdając słodkimi jamniczymi ogonkami i kłapiąc maleńkimi jamniczymi uszkami. Wiadomo.

Nie no żart. W Poznaniu są zawsze korki…

Tak naprawdę ostatnio, zostałam zaskoczona totalnie. Zostałam zaskoczona w sposób taki, że omal wody mi nie odeszły z wrażenia. Zostałam zaskoczona tak, że mój superbystry umysł nie był w stanie, nawet w najmniejszym stopniu, przewidzieć tego co mnie czekało. Otóż nasi najwspanialsi przyjaciele i znajomi zorganizowali nam najpiękniejsze niespodziankowe Babyshower ever (mówiąc nam mam na myśli mnie i pierworodnego, bo Mariusz był wtajemniczony i nawet słóweńkiem nie pisnął). Jestem tak bardzo pod wrażeniem całej logistyki i perfekcji organizacji, że nie jestem nawet w stanie opisać jak skrajne emocje mi towarzyszyły podczas momentu kulminacyjnego niespodzianki (śmiech, płacz, szok i niedowierzanie- to tylko ułamek tego, co działo się w mojej blond czuprynie).

Z tego całego niedowierzania, nie jestem w stanie napisać nic więcej, dlatego w ramach wtorkowej dawki szokującego szoku, wrzucę zdjęcie roznegliżowanej (!!!) pandy na bujaczku.

I jeszcze raz podziękuję.

Dziękuję ❤DSC_0904

Reklamy

2 thoughts on “Już za parę dni… czyli o ostatnich dniach słów kilka…

  1. Asia świetnie się Ciebie czyta! Jeśli wydasz książkę daj znać będę pierwsza w księgarni.
    Trzymaj się dzielnie i powodzenia a nóż nie będzie korków w Poznaniu 😘

    Polubienie

    1. Ojj.. Dziękuję ❤
      Z moim zapałem i konsekwencją pisania notek, prawdopodobnie książkę ukończyłabym w okolicach swoich 60-tych urodzin :). Także póki co nie porywam się na tego typu projekty :).
      Mocno liczę na brak korków… Ale jak na złość Poznań teraz rozkopany z każdej strony.
      W sumie jak zawsze… 🙂
      Pozdrawiam! 🙂

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s