O zmianach słów kilka

Zmieniam się.

Tak. Macierzyństwo oraz ponad roczne życie w małżeństwie, przymusiło mnie do zmian. A właściwie nie przymusiło, a wzmogło we mnie potrzebę ograniczenia swojej nieogarniętości.

Tym więc sposobem, postanowiłam, że oprócz wprowadzenia większego ładu w swoje życie codzienne, zacznę, a przynajmniej podejmę próbę, pisać na bloga częściej. Może nawet pokuszę się o pewną formę systematyczności, ale nie wiem czy to nie będzie już zbyt potężna zmiana jak na mój prokrastynacyjny organizm. Się zobaczy, jak to mawiają.

Jako blogująca mama z całym arsenałem atrybutów macierzyństwa, pod postacią wiecznie zimnej kawy, odzieży zalanej mlekiem oraz potężnym plecakiem „dobrych rad” uzbieranych przez niespełna 3 miesiące, zasiadam do planowania moich zmian.

I tak. Po 2 miesiącach dopingowania (z tabliczką czekolady w jednej ręce i zimnym kotletem w drugiej) tych biednych ludzi, którzy pocą się ćwicząc z  Mel B, postanowiłam odstawić węgle i powylewać z  siebie wszelkie płyny ustrojowe czyniąc to samo. I tak po 5 minutach rozgrzewki mam wrażenie jakbym dwukrotnie przebiegła maraton, serduszko stuka mi w rytmie drum and base, pot tworzy urokliwą kałużę na podłodze a ja sama leżę i staram się zapomnieć o tym, że moje ciało ma funkcję przemieszczania się. Ale ok. Dzisiaj rozgrzewka, jutro cały trening. W końcu nie od razu Radom zbudowano… czy coś w tym kierunku.

Niestety następny dzień wita mnie dosyć ponuro. Wytaczam się z łóżka. Przecież nie wychodzę, bo nie umiem. W sensie umiem, ale nie mogę, bo po rozgrzewce z byłą spicetką doznałam skrętu karku i absolutnie nie mogę poruszyć szyją. Moja motoryka jest bliższa foce niż zwinnej gazeli, ale ruszyć się trzeba. Tak więc na spacerze z pierworodnym jestem łakomym kąskiem dla lokalnych złoczyńców czających się na zawartość mojej torebki. Jakby taki rzezimieszek chciał nabyć jedną z bazyliona grzechotek, zabawek, smoczków czy gryzaczków znajdujących się w mojej tytce – nic prostszego, wystarczy zakraść się do mnie od lewej strony i brać jak rolnik dotacje. Po pierwsze nic bym nie zauważyła, bo szyją ruszyć nie potrafię, po drugie nawet jakbym zauważyła, zapewne udałabym, że nie widzę, albowiem wymagałoby to ode mnie reakcji, a tego wolałabym uniknąć w obecnym stanie.

Oto i ja- Janusz sportu i fitnessu. Jeden dzień ćwiczeń (hoho! 8 minut rozgrzewki urasta u mnie do rangi całego dnia), a ja natychmiast staję się jednostką niezdolną do jakiejkolwiek formy życia. A mawiają, że sport to zdrowie…

Nic tam. Jedna jaskółka Chodakowskiej ze mnie nie uczyni. Nie poddaję się i wprowadzam dalsze zmiany.

Aż strach się bać…

 

Poniżej: poziom organizacji level Asia… ważne żeby nie zgubić dziecka…20160711_143306

Reklamy

5 thoughts on “O zmianach słów kilka

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s