Z cyckiem na talerzu – czyli krótko o karmieniu

Wiem…
Nie było notki na blogu ponad tydzień.
Notki nie było z prostego powodu.

Rozpaczy.

Rozpaczy mojej głębokiej. Rozpaczy takiej, że nie wyłaniałam się ze swojej podkołdernikowej norki nawet na sekundę. Mariusz podawał mi tylko dziecko do zaaplikowania mu dziennej racji żywnościowej oraz od czasu do czasu rzucił mi jakąś paszę.

Tak. Paszę. Bo moja rozpacz związana była właśnie z jedną z moich najukochańszych pasji – żywieniem mojej osoby.
Przy okazji ostatniej wizyty z pierworodnym u lekarza, wspólnie z pediatrą odkryliśmy, że dzieje się coś niedobrego ze skórą malucha. Krótki wywiad, oględzinki i mamy werdykt. Atopowe zapalenie skóry. Mały prawdopodobnie uczulony jest na białko mleka krowiego i parę innych rzeczy.

No ok Pani doktor, co mamy w takim razie robić?

Otóż nic nadzywczajnego. Musi Pani przejść na dietę…

… Dietę…

To słowo odbijało się w mojej głowie jeszcze przez długi czas, kiedy sympatyczna pani pediatra wymieniała mi czego jeść nie mogę. W sumie prościej byłoby wymienić jej co jeść mogę: chrust, kurz i moje łzy..

Także z racji tego, że dostałam bana na wszystko co lubię, postanowiłam obrazić się na świat i zamknąć się w swojej bazie okalanej poduszkami, kocami i kołdrą. Obraziłam się też na Mel B, bo w niczym mi ta wariatka nie pomagała, a tylko wkurzała… No i skąd tu brać energię, jak się żywi ściółką leśną?

Ale, że jest to powiązane dosyć ściśle z karmieniem piersią, postanowiłam uzewnętrznić się na forum publicznym z moim zdaniem na ten jakże kontrowersyjny temat. Dokładniej na temat karmienia piersią w miejscach publicznych.

Zanim zostałam pełnoetatową mleczarnią, moje zdanie było dosyć liberalne. Nie przeszkadzało mi to, chociaż dziwiłam się dlaczego co poniektóre panie mamy, tak jakby na siłę chciały pokazać otaczającemu je światu, że tak, one karmią piersią, tak, nie wstydzą się zerwać z siebie koszuli na forum i udostępnić dziecku swej kształtnej piersi, tak, są w stanie wykarmić dziecko własnym pokarmem, tak, są najwspanialszymi matkami w związku z tym…

Byłam wręcz lekko poirytowana tym, swego rodzaju, kultem naturalnego karmienia. Na szkole rodzenia, położne przedstawiały to wręcz tak, że TYLKO naturalne mleko jest akceptowalne, że trzeba robić WSZYSTKO aby dziecko jadło z piersi, i jeżeli zależy nam na tym by dziecko rosło zdrowe i mądre to należy przez MINIMUM pół roku karmić je WYŁĄCZNIE piersią, bo inaczej dupa blada… Automatycznie pojawiła się we mnie myśl, że powinnam uznawać siebie za chorą i głupią, bo moja mama, miała czelność karmić mnie mlekiem modyfikowanym. I chyba nawet argument, że najzwyczajniej w świecie pokarmu nie miała, a podejście do karmienia piersią w tamtych czasach było zgoła inne, nie przemówiłby do serca tej prolaktacyjnej sekcie.
W związku z tym i wieloma publikacjami, którymi raczyłam się przed porodem, byłam w ciągłym stresie, czy ja dam radę wykarmić moje dziecko. Czy zdam ten egzamin na „dobrą mamę”?

Kiedy już mały wyszedł na świat, okazało się, że większość moich obaw nie miała racji bytu. Ale to nie sprawiło, że nagle stałam się fanką karmienia piersią. O nie. Parę razy byłam wręcz bliska porzuceniu swoich postanowień i przejściu na sztuczne mleko. Laktacja u mnie przechodziła bardziej niż boleśnie. Przy każdym dostawieniu Tomka, ja odkrywałam w sobie bratnią duszę Mariah Carey z wchodzeniem na coraz wyższe oktawki. Mariusz starał się za każdym razem jakoś mnie zdekoncentrować, ale ja konsekwentnie skupiałam się na swojej niedoli. Mimo to, uznałam, że wielkim nietaktem byłoby gdybym nie skorzystała z tego, że mogę karmić piersią, dlatego postanowiłam nie rezygnować tak łatwo. Wszelkie bolączki przeszły, na szczęście, po 2 miesiącu życia pierworodnego i teraz nie ma nic cudowniejszego niż widok małej pijawki, która z taką radością dopada do piersi jakby to właśnie ona była portalem do cudownego świata mlekiem i miodem płynącego…
Mimo wszystko, całkowicie rozumiem i daleka jestem od piętnowania kobiet, które karmić nie mogą lub, najzwyczajniej w świecie, nie chcą.

Co do karmienia w miejscach publicznych… Coś się w kobiecie po porodzie zmienia, oprócz kilku dodatkowych wałeczków i rozchwiania emocjonalnego. Pewne hamulce moralnego zachowania puszczają. Dlatego nie mamy problemu z tym by rozmawiać przy posiłku o kolorycie i konsystencji kupki swojego dziecka, żyć normalnie z lekko ubrudzonymi okryciami od ulewek, bez jakiegokolwiek obrzydzenia wycierać dziwne płyny wylewające się z różnych otworów niemowlaka i nie mamy też problemu z publicznym karmieniem piersią. Oczywiście, może nie jest to do końca komfortowa dla nas sytuacja, ale też nie budzi to jakiegoś paraliżującego wstydu.

Mimo wszystko, będąc w miejscu publicznym, kiedy młody zaczyna wyraźnie artykułować, że mamo sorry, ale nie jadłem już jakieś 25 minut, nie uważasz, że to lekka przesada, helloł… staram się brać pod uwagę otoczenie i to, że nie każdy ma ochotę patrzeć na to czym obdarowała mnie natura. Szukam wtedy jakiegoś przytulnego kącika, nakrywam się lekko chustą i karmię.

Ale sorry, umówmy się, jest pewna grupa ludzi, która w takiej sytuacji zachowuje się jak dzika zwierzyna na odpuście w Januszkowie Wielkim. Automatycznie wyłapują kawałek nagiej skóry i patrzą się bliżej niezidentyfikowanym wzrokiem tak jakby jeszcze nigdy, never ever, nie widzieli 5 cm gołej (!!!!) piersi. Przeważnie są to panowie w przedziale wiekowym 50+, co wywołuje automatyczną zniesmaczoną reakcję ich połowic, które to głośno później komentują, że olaboga świat schodzi na psy, że cóż to za brak ogłady, i mój osobisty faworyt: kobiety z takim małym dzieckiem to w domu powinny siedzieć, a nie wałęsać się po mieście świecąc cycami tu i tam. Cóż…zdążyłam się już na takie argumenty całkiem nieźle uodpornić. Nie zmienia to jednak faktu, że jak restauracja, lub inne dosyć oblegane miejsca, jak centra handlowe, dysponują pomieszczeniem dostosowanym do spokojnego karmienia piersią, moje serce raduje się jak hipster na widok Starbucks’a, wokół mnie zaczynają wesoło patatajać jednorożce, a nad moją głową pojawia się jaskrawa tęcza w najpiękniejszych kolorach, jakie przyszło widzieć człowiekowi.

Także powoli zaczęłam robić sobie mały ranking miejsc przyjaznych kobiecie karmiącej i z chęcią zapoznaję się z innymi.

Tymczasem poniżej wrzucam wcale nie roznegliżowane zdjęcie autorstwa M. Wegner, ukazujące, że karmienie piersią może być całkiem estetyczne i (szok szok szok!) piękne 🙂

www.uwstudio.eu (20).jpg

Reklamy

17 thoughts on “Z cyckiem na talerzu – czyli krótko o karmieniu

  1. To ja chętnie Cię Asiu wesprę, ponieważ moja córcia odkąd skończyła 6 tygodni ma podejrzenie alergii na białko (w zasadzie objawia się to tylko i wyłącznie brzydką kupką) i kolejny miesiąc wymyślam czym by się tu żywić, bo pomimo diety i nieszczęsnego Nutramigenu (oj mnie też bardzo zabolało jak mi powiedzieli,że jednak musi dostawać te całe 250 ml sztucznego mleka dodatkowo na cały dzień) kupki się nie zmieniły, ale małej brzuszek już nie męczy…i tak naprawdę pies wie czy była to alergia czy po prostu cała ta niedojrzałość układu pokarmowego i musimy do stycznia czekać na prowokacje…ehh święta będą bolały w tym roku, póki co na śniadanie jem chleb domowej roboty z sałatą,indykiem i musztardą, na obiad indyka z warzywami i na kolację to samo co na śniadanie a na przekąskę są paluszki Juniorki :p

    Polubienie

    1. Dziękuję!
      Jestem więcej niż szczęśliwa jak dostaję pomysły co jeszcze, oprócz trocin, mogę jeść :). Także skorzystam z pewnością.
      My kolki, na szczęście, ominęliśmy… Chociaż czasami zastanawialiśmy się czy to już kolka, czy tylko niedojrzałość układu… I wtedy też pomagało ograniczenie pewnych pokarmów…
      Nasze Maludy są w podobnym wieku, z tego co się orientuję, więc możemy powymieniać się doświadczeniami 😀

      Polubienie

  2. Oj, trudny temat z tym karmieniem piersią, a sprawa tak, wydawałoby się – naturalna.
    W ogóle mam wrażenie, że jeśli chodzi o macierzyństwo, ścierają się dwa fronty. Jest front mamafijny, czyli mam, które wszystko wiedzą najlepiej, potrafią w środku nocy wyrecytować wspak skład najbardziej śmiercionośnych produktów do pielęgnacji niemowląt, czyli (wpisać dowolnie): płynu do kąpieli, szamponu, kremu pod pieluszkę; przemywają pupę przegotowaną wodą, kąpią dziecię w domowym krochmalu, przez tydzień po porodzie noszą stanik pełen kapuścianych liści, na pupkę zakładają wyłącznie tetrę (chociaż bardziej eko są podobno pieluchy bambusowe), a pupę zasypują mąką ziemniaczaną. I prawdopodobnie te właśnie mamy gotowe są przez 36 miesięcy życia swego potomka zlizywać kurz z szafek i spijać świeżą rosę, żeby brzuszek maleństwa nie ucierpiał. Te same mamy dumnie prężą też pierś na środku biblioteki czy placu zabaw, nie zawracając sobie głowy szukaniem ustronnego miejsca do karmienia, bo dziecko potrzebuje TERAZ, a jak nie dostanie TERAZ, to na pewno wywoła to u niego szereg poważnych zaburzeń emocjonalnych i problemy trawienne.
    Ale jest i drugi front! Nie wiem, czy zauważyłaś, że coraz głośniej i śmielej kobiety mówią o tym, że nie mogą być męczennicami i niewolnicami dzieci, i jeśli chcą karmić mlekiem modyfikowanym, to ich święte prawo i jeśli czują, że nie zdzierżą ani minuty dłużej bez drinka, sushi i całonocnej potańcówki, to tydzień po porodzie mogą iść w miasto i niech się tatko martwi, przecież mama się zajmowała potomnym przez 9 miesięcy, więc teraz chyba jego kolej, czyż nie? W końcu kobiety też są ludźmi i mają prawo…
    A ja myślę, że prawda, jak to ma w zwyczaju, leży pośrodku. Jeśli ktoś jest ekofilem i chce zawijać dziecko w liście bananowca, to jego decyzja, ale nie czyni go to lepszym rodzicem niż ci, którzy wybierają nawilżane chusteczki i jednorazowe pieluszki. I owszem, kobieta nie przestaje być człowiekiem tylko dlatego, że powiła dziecko; ale czy tylko mnie się zdaje, że to powinno nieco przewartościować jej świat? Dla mnie to naturalne, że na pierwszym miejscu znalazł się mój synek. W związku z nietolerancją białka krowiego też musiałam na rok zrezygnować z nabiału, a dodatkowo dokarmiać młodego Nutramigenem. Po wyeliminowaniu wszystkiego, co mleczne, ciężkostrawne, wzdymające, smażone i ogólnie BE, nagle okazało się, że w wigilijny wieczór jadłam tylko tłuczone ziemniaki i gotowaną rybę… Ale kiedy pomyślę,że robiłam to dla dobra Ksawcia, nagle jakoś całe to poświęcenie wydaje mi się mniej uciążliwe, ba! naturalne.
    Rozpisałam się okrutnie, ale sądzę po prostu, że to ważny temat 🙂
    Buziaki!
    Iga

    Polubienie

    1. Temat rzeka.
      Właśnie o takie zdroworozsądkowe podejście mi chodzi. Powinno być takich zdań jak najwięcej…
      Niestety jak widzę czasami falę hejtu z jednej i drugiej strony, zalewającą, wydawać by się mogło, supernaturalny temat jak karmienie dziecka, to aż mi się odechciewa czegokolwiek… a jak się wgłębiam w zakamarki tego hejtu to wpadam w głęboką depresję.
      Cóż. Trzeba żyć dalej i starać się omijać szerokim łukiem jedną i drugą stronę, coby nie wciągnąć się w dyskusję, która i tak nie przyniesie nic poza niepotrzebnymi nerwami 🙂

      Polubienie

  3. Ahaha, jeszcze co do tego publicznego karmienia: mnie przez ten rok nie zdarzyło się to ani razu. I nie dlatego, że siedziałam przez 12 miesięcy w domu 🙂 Gdy zaszła taka konieczność, szukałam cichego portu, do którego spokojnie mogłam zawinąć ja i mały ssak. I zawsze znajdowałam takie miejsce! Gdyby było inaczej, cóż… miałabym chyba problem. Z załączonym mlekiem, czy bez niego, moja pierś to jednak moja pierś i grono widzów dopuszczonych do oglądania jej jest wciąż dość kameralne. Niech tak pozostanie 🙂

    Polubienie

  4. Mnie się zdarzyło raz karmienie publiczne…w przychodni po szczepieniu, ponieważ szczepionka na wzw była tak okrutna to moja córcia stwierdziła, że najlepiej się przytulić do cyca a skoro mieliśmy tam siedzieć jeszcze pół godziny to niestety trzeba było tego cyca wyjąć…ale udało nam się zakryć pieluszką co by starsze dziadki przychodzące na lekarskie pogawędki się nie wpatrywały za bardzo :p
    Co do alergii to Nika też miała na buzi AZS ale dostaliśmy maść Pimafucort i wszystko ładnie zeszło, zostały tylko wstrętne śluzowate kupki i chyba czeka nas zrobienie badań czy taki już urok czy po prostu nadal ją coś uczula (chociaż już brak mi pomysłów co jeszcze można odstawić)…proponowano nam tydzień bez cyca na samym Nutramigenie ale niestety moje dziecko się zawzięło i chyba już do niej dociera,że mama karmi ją czymś paskudnym bo przestaje jeść i choćby była głodna to zaśnie głodna albo z cycem w buzi a butle to sobie mama może..schować 😛 i tu mam pytanie do Pooderniczki – Twój synuś jadł to wstrętne mleko czy masz jakieś sposoby które można wykorzystać żeby maluchowi to wcisnąć? (zostaje mi tylko dyskretne przemycanie w czasie snu albo zaraz po przebudzeniu zanim mała się zaloguje i zorientuje co się dzieje :p tylko za mało drzemek mamy) 🙂

    Polubienie

    1. Aga, my skorzystaliśmy z podpowiedzi pediatry i mieszaliśmy Nutramigen z odciągniętym świeżo pokarmem. Wymagało to cyrkowych prawie akrobacji, a młody i tak patrzył podejrzliwie na butlę, ale on od urodzenia był łakomczuchem i szczęśliwie żarłoczność zwyciężyła 🙂 Potem już bez większych oporów przeszedł na sam Nutramigen. Może u Ciebie ten sposób zadziała – trzymam kciuki!
      Iga

      Polubienie

  5. Ja wypowiem się z innej strony. Sama mamą jeszcze nie jestem, może mi się odmieni 😉 ale na chwilę obecną jak widzę matkę, z wywalonym na srodku galerii z golym cycem, karmiąca swa pociechę to uruchamia mi się odruch wymiotny. Sorry dziewczyny, nie bierzcie tego do siebie. Rozumiem, że dziecko potrzebuje, ale kurcze szanujmy się nawzajem, czy naprawdę trzeba tak ostentacyjnie manifestowac karmienie piersią? Naprawdę nie mam ochoty oglądać takich rzeczy. W takiej galerii to jeszcze pół biedy, człowiek przeżyje, ale najgorsze jak siedzisz w restauracji, próbujesz jeść, cieszysz się chwilą, a jakaś baba obok Ciebie poczestuje Cię takim widokiem…odechciewa się wszystkiego. Tak jak krzyczą, że czują się dyskryminowane, tak ja chciałabym zaznaczyć, że w takim układzie też mogę się tak czuć, bo mnie taki widok strasznie razi…tak więc dziewczyny, szanujmy się nawzajem. Nie kazdy chce oglądać rytuał karmienia piersią w publicznych miejscach. Rozumiem, że dla niektórych mam może to być krępujące, a zwracam się szczególnie do tych, które nie zwracają uwagi na drugiego człowieka, bo to ona jest najważniejsza. Mam nadzieję, że nikogo nie urazilam, bo do żadnej z Was te słowa nie są kierowane 🙂

    Polubienie

    1. Przed porodem, może nie miałam aż takich reakcji, ale zastanawiało mnie czasem, co niektóre kobiety chcą tym osiągnąć.
      Widok karmiącej mamy jest piękny i to nie ulega wątpliwości, ale czasem mam wrażenie, że to ostetacyjne karmienie dziecka, niemalże na środku galerii handlowej (bez żadnych prób zasłonięcia swojego ciała), jest elementem jakiegoś bliżej mi niezrozumiałego performanceu.
      Po urodzeniu zrozzumiałam, że czasami są sytuacje ekstremalne, gdzie nie ma innej możliwości jak nakarmić tu gdzie się stoi i schować w kieszeń swoje poczucie wstydu.
      U nas sytuacja miała miejsce na statku wycieczkowym, bez żadnej możliwości schowania się gdziekolwiek. Ja co prawda miałam mleko w butelce, ale synuś wykazał, dosyć dosadnie, swoje niezadowolenie z faktu, że co ja mu daję, co to kurna jest, to nie moja mamusia proszę mi natentychmiast podać NORMALNE jedzonko w NORMALNYM opakowaniu! I teraz się zaczęły spojrzenia pełne wyrzutu, że jak ja mogę doprowadzać dziecko do takiego stanu… Opatuliłam się więc na tyle na ile pozwalał mi 28 stopniowy upał i nakarmiłam. Jeszcze nigdy nie byłam pod takim ostrzałem oceniających spojrzeń. I było to szalenie krępujące doświadczenie. Normalnie albo wybieramy miejsca, gdzie można w spokoju nakarmić dziecko bez narażania nikogo na ciekawskie i oceniające spojrzenia, albo ja, dla własnego spokoju czmycham do samochodu i tam w spokoju sobie karmię.
      Ale wiem, że czasem nie ma po prostu innego wyjścia. Są sytuacje, w których można coś wykombinować, ale są też takie, które wymagają od nas, mam karmiących pewnych poświęceń.

      Rozumiem jednak, że nie każdemu może to odpowiadać 🙂

      Polubienie

      1. Ja absolutnie rozumiem sytuacje podbramkowe i oczywiście wymagające pociechy 🙂 wierzę, że nie jest łatwo i wiadomo, że trzeba się kierować dobrem dziecka, to nie podlega dyskusji. Tylko właśnie czasem mam wrażenie, że są kobiety, które strasznie to wszystko wykorzystują i naduzywaja nie zwracając uwagi na innych ludzi, ona jest najważniejsza i koniec kropka. I takie sytuacje są irytujące. Jeśli się da, można zachować trochę dyskrecji, aby też poszanowac przestrzeń innych. Jeśli nie ma takiej możliwości, wiadomo, każdy powinien zrozumieć 🙂 Ah Asiu, gdyby wszystkie mamy miały takie podejście i wyrozumialosc jak Ty, byłoby pięknie! 😉 gorąco pozdrawiam!

        Polubione przez 1 osoba

    2. Rozumiem stanowisko i właściwie się z nim zgadzam, ale dobrze byłoby, gdyby w komentarzu zawierającym apel, by szanować się nawzajem nie padały słowa o babach z gołym cycem, bo trudno to uznać za określenia pełne szacunku. Pozdrawiam 🙂

      Polubienie

  6. Jak czytam o tym ze pediatrzy diagnozuja azs albo uczulenie po krotkim wywiadzie, a naiwne matki w to wierza to smiac mi sie chce z glupozy jednych i drugich….. AZS to jest ciezka choroba skorna- na skorze powstaja saczace rany z powodu jej ogromnego wysuszenia, a skora dodatkowo odchodzi platami!!! Pediatrzy naduzywaja terminu AZS, i slowa alergia. Apel do Was Naiwne Mlode Mamy, alergie nalezy diagnozowac u alergologa!!!!!!!! Ktore z Was po postawieniu przez lekarza pediatre diagnozyao alergii, ktora powinien postawic alergolog pofatygowala siedna konsultacje z tym specjalista??
    Mam tez pytanie do tych z Was, ktore wierza ze ich dziecko moze reagowac uczuleniem skornym w odpowiedzi na diete matki i w zwiazlu z tym mleko modyfikowane jest lekarstwem- jak radzily sobie Wasze pra i prapra i prapraprababcie?????? Przeciez te setki lat temu nie bylo ani mleka modmodyfikowanego ani tym bardziej nikt nie slyszal o alergiach skornych, a juz na pewno nie diagnozowano nietolerancji pokarmowej u dziecka karmionego piersia… Mleko modyfikowane nie jest lekarstwem!! W krajach rozwinietych wspiera sie KP i refunduje laktatory, natomiast u nas refunduje sie mleko modyfikowane…sama bedac na porodzie z.dzieckiem w szpialu majac problemy z ogarnieciem karmienia piersia ordynator oddzialu neonatologicznego wysmial mnie, ze odciagam pokarm i daje dziecku w butelce, bo przeciez lepiej jest dawac mleko modyfikowane…..

    Polubienie

    1. Coz. Moze i jestem naiwna. Nie zaprzeczam. Jednak biore sobie do serca diagnozy pediatry- czlowieka o wiedzy w zakresie dzieci o wiele wiekszej niz moja czy fora internetowe.
      Argument o babciach i prababciach nie przemawia do mnie kompletnie. Bo po to medycyna i technologia sie rozwijaja aby pewne problemy
      , z ktorymi nie radzono sobie w przeszlosci, moc wykrywać i rozwiązywać dzisiaj. Z tym podejściem do dziś leczylibyśmy się metodami raczej znachorskimi niż rozwiniętymi metodami farmakologicznymi czy medycznymi.
      Także nie wiem po co w tak ostrych i oceniających słowach inni biorą się za rozliczanie decyzji rodziców, którzy mają przecież prawo decydować z kim się zgadzają i jaka forma terapii przemawia do nich najbardziej…

      Polubienie

      1. Po prostu uwazam ze glupota jest wierzyc w.diagnoze postawiona przez pediatre, skoro diagnoza powinna byc postawiona przez ALERGOLOGA! To tak samo jak by pediatra zdiagnozowal nowotwor- tez nie bedziesz takiej diagnozy konsultowac u SPECJALISTY tylko.zaufasz pediatrze ktory najwyrazniej jednak nie ma tak.szerokiej wiedzy jak.ci sie wydaje skoro nawet nie skierowal Cie do alergologa w sprawie alergii????

        Polubienie

    2. Trochę tu za dużo uproszczeń i gorzkich słów. Oczywiście, zgadzam się z tym, że diagnozę alergii postawioną przez pediatrę warto potwierdzić u alergologa.
      Ale po pierwsze, argument o babciach i prababciach jest zupełnie chybiony, bo alergie nie są wymysłem, a właśnie znakiem czasu. Wszystko, co jemy i czym oddychamy zaprawione jest chemią i nie leżało nawet obok żywności, którą zajadały nasze babcie (polecam spytać prababci, czy dzisiejsze jabłuszka i bułeczki mają coś wspólnego z tymi z jej lat szczenięcych).
      Po drugie, mm nie jest lekiem, a preparatem mlekozastępczym. Natomiast wspominany tu kilkakrotnie Nutramigen LGG ma działanie lecznicze i wspomaga wyjście dziecka z nietolerancji mleka krowiego. Dlatego często zalecane jest uzupełniające podawanie go nawet w trakcie karmienia piersią (przez mamę stosującą dietę bezmleczną). Mojemu synkowi to pomogło i dziś jako roczniak zajada jogurty, twarożki i budyń – dlatego będę bronić Nutramigenu.
      Po trzecie, zgadzam się co do tego, że lekarze często wydają sądy na zasadzie automatyzmu, który oczywiście bazuje na ich doświadczeniu, ale rzadko zostaje poparty badaniami, i to powinno się zmienić.
      A na koniec, w temacie, który poruszamy dlatego, że wszystkim nam (jak mniemam) leży na sercu dobro naszych dzieci, naprawdę nie potrzeba tyle agresji…
      Pozdrawiam,
      Iga

      Polubienie

  7. Kazda uwaga jest cenna.
    Oczywiscie, ze konsultowałabym ze specjalistą. I nigdzie nie napisałam, że tego nie poczyniłam, lub nie poczynię. Pediatra zalecił dietę i krem ogólnodostępny na rynku, dlatego postanowilam zastosowac się do wytycznych. I, o dziwo, widzę zdecydowaną poprawę. Do alergologa i tak sie wybierzemy, bo przy rozszerzaniu diety będę chciała uniknąć błędów. Tyle w temacie.
    Nie uwazam zebym miala sobie cokolwiek w tej kwestii do zarzucenia ☺.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s