Oaza spokoju- czyli jak dziecko zmieni Twój charakter

Pamiętacie poprzednią notkę?
Tę o niezawodnych sposobach usypiania dziecka?

Otóż możecie śmiało ominąć ten post szerokim łukiem, zwłaszcza kiedy Wasze dzieci postanowią ząbkować/raczkować/wstawać/siadać/wszystko jednocześnie.

Nie wiem w jak absurdalnym stanie świadomości musiałam być, kiedy uznałam, że to ja będę decydowała, o której godzinie moje dziecko będzie chodzić spać. Po prostu nie wiem.

Tym sposobem, każdego wieczora staczam bardzo nierówną walkę, w której wynik jest z góry przesądzony. Tomek idzie spać wtedy, kiedy to on (nie ja) ma na to ochotę. Walczę, jednak, dzielnie i z konsekwencją pajączka tkającego niteczka po niteczce swoją pajęczynkę, dziergam w sobie poczucie, posiadania czegokolwiek do powiedzenia w kwestii wychowania własnego dziecka. Wish me luck!

W każdym razie, jeżeli zastanawialiście się, czemu nie było mnie ostatnimi czasy na blogu- macie odpowiedź.

Myślałam też intensywnie nad tematem kolejnego wpisu i pewnego wieczora to po prostu przyszło.

Otóż po którejś z kolei (udanej!) próbie uśpienia Tomka, leżę na kanapie obok miłości mojego życia – Męża mojego najcudowniejszego i pieję nad nim z zachwytu. Moim ochom i achom nie ma końca.
Od czasu do czasu popiskuję niczym nabuzowana hormonami nastolatka na wieść, że jej jeszcze bardziej nabuzowany hormonami nastoletni idol, właśnie rozstał się ze swoją nabuzowaną hormonalnie dziewczynką, która to wygląda jakby była bliżej wieku przekwitania niż w okolicach pierwszego okresu.
Co jest powodem mojego głębokiego poruszenia? Otóż mój mąż gra w Fifę, a ja, jako jego najwierniejsza i najbardziej oddana fanka kibicuję mu najpiękniej jak tylko pozwala mi na to moje kibicowskie serduszko.
I to nie spektakularne gole, obronione bramki czy dokładnie przemyślana, genialna strategia jest powodem mojej niepohamowanej ekscytacji, a jego stoicki spokój.

Drodzy czytelnicy, musicie wiedzieć. Mój mąż jest niczym najsłodszy i najpiękniej zdobiony tort w cukierni, która to jest jedyną cukiernią w całej wsi i wszyscy mieszkańcy schodzą się do niej w każdą niedzielę, po mszy, by podziwiać dzieła lokalnego cukiernika, którego ambicją było robienie najbardziej zapierających dech w piersiach wypieków… i ambicję tę spełnił.
Miał mój mąż jednak jedną mroczną tajemnicę. Kiedy nie szło mu w grze, potrafił ostentacyjnie rzucić padem i przez kilkanaście minut być obrażonym na wszystko i wszystkich, bo Milik gwiazdorzy i nie chce z nim współpracować, robiąc na wirtualnym boisku kaszankę.

Tym razem jednak było inaczej. Milik, swoim fifowym zwyczajem, odwala manianę, a mój mąż, jak gdyby nigdy nic, ze spokojem komentuje (z typową dla siebie dawką ironii) sytuację, odkłada spokojnie pada i wyłącza z uśmiechem konsolę. Ja natomiast pozostaję w szoku na kolejnych parę godzin.  I dochodzę do wniosku, że co jak co, ale dziecko potrafi nas doskonale utemperować, jeżeli chodzi o charakter.
Cóż, kiedy usypiamy dziecko przez około 3,5 godziny, jesteśmy w stanie wyhamować wszelkie negatywne emocje, kiedy dziecko, w swojej łaskawości uzna, że w sumie może już zasnąć. Choćbyśmy z całym impetem wjechali małym palcem u nogi w stolik kawowy, nie pozostanie nam nic innego jak przełknąć łzy i w duszy pozwolić sobie na całą wiązankę pięknych, tradycyjnych słów, które każdy prawdziwy Polak zna, na zewnątrz pozwalając sobie jedynie na jak najcichsze syknięcie, coby nie obudzić młodzieży śpiącej czujnie w drugim pokoju. Taki lajf z dzieckiem :D.

Ja, jak wiecie, postanowiłam się ogarnąć. I, niezapeszając, muszę stwierdzić, że idzie mi całkiem nieźle. Wpadłam w pułapkę bulletjournalingu (o tej metodzie planowania swojego czasu możecie sobie pogooglać, albo poszukać inspiracji na pintereście, instagramie czy youtubie) i wszystkie plany wpisuję w swój piękny zeszycik w kropeczki, który dostosowuję do, tylko i wyłącznie, swoich potrzeb. Dzięki temu udało mi się wypracować jakiś harmonogram dnia, dom jest w miarę ogarnięty, ja mam czas na swoje małe przyjemności, a od przyszłego roku zamierzam totalnie zmienić swoje złe nawyki życiowe i żywieniowe i wykształcić w sobie instynkt mamy idealnej, samicy sukcesu… czy jakoś tak.

Także w duchu nadchodzących zmian, chciałam Wam życzyć, aby zbliżające się Święta Bożego Narodzenia upłynęły Wam we wspaniałej, rodzinnej atmosferze. Niech ten cudowny czas obfituje w mnóstwo pozytywnej energii oraz wiele pomysłów na przyszły rok :).

Tymczasem ja zmykam, bo dziecko moje zaczyna demontować choinkę.

Poniżej zdjęcie przedstawia efekt całonocnych pertraktacji o sen pierworodnego – on śpi, mama dokumentuje 🙂

20161223_085025

Ahoj!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s