Noworoczne postanowienia – czyli o tym jak po raz kolejny zmieniamy swoje życie

Nowy rok.

Nowe postanowienia.

Nowa notka!

Postanowienia, jak to postanowienia. Lubią być łamane. Ja na przykład, byłam silnie zdeterminowana by w pierwszym tygodniu stycznia wrzucić notkę i BAM. Na horyzoncie już widać luty i… oto ja! Objawienie polskiej blogosfery.

Czterotygodniowe opóźnienie… To już całkiem nieźle rokuje. Tak trzymaj Szarasiu, tak trzymaj! W końcu uda się dotrzymać jakiegoś dedlajnu jaki sobie ustanowiłaś w swojej głowie.

Ale tak po prawdzie, po prostu, nie chciałam Was za bardzo zaszokować moimi powalającymi zmianami i MUSIAŁAM (no musiałam) trochę z notką odczekać.

Poza tym… Im człowiek bardziej głodny, tym lepiej mu danie smakuje. Nawet najgorszy paździerz.

Ok, pośmieszkowaliśmy, a notka sama się nie napisze. A że temat całkiem wdzięczny to dzisiaj będzie o… pamparapampapam… oczywiście noworocznych postanowieniach.

Z Mariuszem (moim najwspanialszym mężem, jakby ktoś jeszcze nie wiedział) w wielu aspektach jesteśmy bardzo wyjątkowi, jeżeli jednak chodzi o silne postanowienie poprawy wiążące się z nadejściem nowego roku, to jesteśmy całkiem przeciętni i owszem, tworzymy sobie noworoczne listy rzeczy do zmiany.

Wraz z pojawieniem się w naszym życiu Rekiniątka, wiele rzeczy po prostu musiało się u nas zmienić. Tym sposobem, z każdym kolejnym miesiącem ciąży, musieliśmy, na przykład, oboje zaopatrywać się w sklepach odzieżowych w okrycia o coraz to większym rozmiarze. Gorzej, że po rozwiązaniu, tendencja zwyżkowa postępowała, we wcale nie wolniejszym, tempie. Tym sposobem, doprowadziliśmy się do stanu, do jakiego nigdy byśmy nie chcieli się doprowadzić. W sensie ja, bo Mariusz nawet z dodatkowymi kilogramami wygląda niczym ten Mars – mityczny bóg wojny…

Mars…

Mmmmm… Pyszności…

Mimo tego, miłość mojego życia uważa, że nie chce tych dodatkowych kilogramów i chce wyglądać jak w dniu naszego ślubu…

Ojjj… W moim przypadku to było jakieś paręnaście (dziesiąt?!) kilo temu…

Także pierwsze postanowienie to oczywiście:

DIETA

I wiecie co? Odkryłam, że mój umysł ma jednak jakieś masochistyczne zapędy. No bo, przecież JA CAŁY CZAS JESTEM NA DIECIE w związku z alergią pierworodnego i jem wyłącznie chrust, to jeszcze sobie ten chrust ograniczam do chrustu dietetycznego.

Co tydzień w niedzielę zasiadamy przy moim ukochanym BuJo (wspominałam w poprzedniej notce) i planujemy posiłki na kolejny tydzień, tworząc przy okazji listę zakupów, coby nie dorzucać do koszyka niepotrzebnych produktów.

Tym sposobem nie mamy już w domu żadnych niezdrowych przekąsek.

No dobra…

Są ciasteczka Pierworodnego, które z każdym tygodniem diety wydają się coraz głośniej krzyczeć „weź jednego, Tomek jest przecież za mały żeby zauważyć, a tym bardziej żeby czynić ci wyrzuty!!” .

Twardo się jednak trzymamy postanowień i tylko od czasu do czasu podkradamy Młodemu owocowego gerberka do zrobienia owsianych(=dietetycznych) ciasteczek.

I są efekty!

Także trzymajcie kciuki!

Ale dieta to taaaaaaakie banalne postanowienie na nowy rok. Zatem kolejne to:

ORGANIZACJA

Na punkcie której zdążyłam już mieć swego rodzaju obsesję (dowody: TU, TU i TU).
I nieocenioną pomocą okazuje się być mój ukochany wynalazek 2016 roku- Bullet Journal (oprócz polecanych ostatnio instagramów, pinterestów czy youtubów możecie o tym, i nie tylko o tym, poczytać też u pooderniczki :)).

Organizacja mojego BuJo przekłada się w dużym stopniu na moją produktywność w życiu, a już absolutnym hitem moich poczynań jest Habit Tracker. Coś jak tablica motywacyjna dla przedszkolaków z uśmiechniętymi i smutnymi buźkami, tylko dla dorosłych. Dla mnie bomba! Nigdy nie sądziłam, że z dziką radością będę codziennie odkurzać w mieszkaniu, tylko po to by zamalować kolorowym pisaczkiem krateczkę w zeszycie.

Czasem się zastanawiam, czy ja aby na pewno powinnam opuszczać przedszkole w wieku 6 lat…

W związku z tym, że im więcej postanowień tym większa szansa na spektakularny upadek, ostatnią rzeczą na mojej liście jest:

BLOG

I tutaj, odnosząc się do przydługiego wstępu, lekko nawaliłam. Ale styczeń niech będzie okresem przejściowym dla mnie i dla Was, abyśmy wszyscy tę, jakże ważną zmianę, przeszli bezboleśnie.

Założenie jest takie by w miesiącu były minimum 2 notki, ale chcę, poprzez moją hiperekstrawywalonąwkosmos organizację dojść do 1 notki tygodniowo.

Także trzymajcie kciuki i nie obawiajcie się rzucić we mnie korzeniem pietruszki, jakbym znikała na dłużej. Po pierwsze się ogarnę, po drugie, zawsze to coś do jedzenia.

Do zobaczenia w lutym 🙂

2017

Reklamy

3 thoughts on “Noworoczne postanowienia – czyli o tym jak po raz kolejny zmieniamy swoje życie

  1. O rety sojowe kotlety! Napisałaś o nas!!!! Mogę umierać 🙂

    Ale zanim, to muszę napisać, że wnioskuję, żebyś zaczęła odkurzać co drugi dzień, a zamiast tego pisała częściej. Żeby Cię zmotywować, kupię nawet specjalnie kilo pietruszki…

    Polubienie

  2. I miec habit w kratke?? Never!!
    Ale wsrod licznych zadań jest „popracowac nad blogiem” i ku zwiększeniu motywacji przypisalam mu kolor rozowy. Takze jak widac sprawa ekstra priorytetowa.

    Polubienie

    1. Rany, muszę iść chyba spać, bo jak przeczytałam o habicie w kratkę, to najpierw wyobraziłam sobie Ciebie jak ujezdzasz na odkurzaczu w kraciastej sukmanie 😉

      A jeśli blog jest na różowo, to jestem spokojna o jego dalszy rozwój 🙂

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s