8 miesięcy z życia nieopierzonej mamy

Jakby ktoś się zastanawiał, co to się stało z Waszą ukochaną Szarasią. Tą, która to ostatnio zarzekała się, że co najmniej 2 notki w miesiącu, że noworoczne postanowienia, że dieta, że generalnie miss ogarniętości.

Informuję…

Otóż aktualnie znajduję się w oku cyklonu nienawiści.

Duży mężczyzna (czyt. Mariusz) całkowicie świadomie (na dodatek odpłatnie) pozbył się zęba, mały mężczyzna (czyt. Tomek) całkowicie nieświadomie (i bezpłatnie) zęby nabywa w ilości sztuk dwa (póki co). Całokształt sytuacji dopełniają lęki separacyjne młodego i nadmiar wolnego czasu starszego, który od razu czas ten pragnie wypełniać różnymi misjami.

A zatem, z jednej strony, mam w domu małego człowieka, dla którego każda najmniejsza rzecz idąca nie po jego myśli (w tym: za mało jedzenia na łyżeczce, za dużo jedzenia na łyżeczce, mama stanęła o 2 cm za daleko, mama stanęła o 2 cm za blisko, radio ustawione o 3 stopnie za głośno, radio ustawione o 3 stopnie za cicho, kaloryfer przekręcony na 5, kaloryfer przekręcony na 3, sweterek zapięty o jeden guziczek za mało, sweterek zapięty o jeden guziczek za dużo… i tak, w absolutnie, każdym aspekcie dnia codziennego) urasta do kryzysu o zasięgu globalnym.
Z drugiej zaś strony, mam dużego człowieka, który gardzi środkami przeciwbólowymi i woli przeżywać swój ból jak jakiś jaskiniowiec, pragnąc przy tym, jak zawsze, zbawiać świat, dbać o interesy, wyręczać mnie w obowiązkach domowych, robić przemeblowania, malować ściany czy majsterkować, kompletnie ignorując możliwości swojego, zatopionego w bólu, organizmu.

I ja. Istota delikatna niczym dmuchawiec na irlandzkim pastwisku. Miotam się między jednym a drugim, starając się zaradzić narastającym kryzysom wagi międzynarodowej.

W każdym razie, jak już udało mi się znaleźć chwilę, postanowiłam nie bacząc na nic (łącznie z pierworodnym, urządzającym sobie na moich włosach wspinaczkę życia, śmiejąc się przy każdym moim okrzyku bólu, jakby miał do czynienia z najlepszym stand upowym występem EVER), napisać nową notkę.

Dzisiaj nadchodzę z podsumowaniem. Jako, że okres około noworoczny, sprzyja wszelkiego rodzaju podsumowaniom, to i ja sobie strzelę jakiś bilansik.

Gdzieś tam kiedyś, planowałam zrobić podsumowanie pierwszego półrocza życia malucha, ale że Rekiniątko za dni parę kończy 8 miesięcy, postanowiłam troszeńkę rozszerzyć moje wywody.

Także zapraszam.

Miesiąc I – Jak ja się w ogóle nazywam?!

Patrząc z perspektywy czasu myślę sobie, nie mogło być przecież tak źle. I nie było. Jednak starając się przypomnieć sobie, jak wyglądało nasze życie przed pojawieniem się narybku, nie jestem w stanie zwizualizować w swojej głowie sytuacji, w której mogliśmy kłaść się spać o godzinach, które my uznawaliśmy za odpowiednie, bez wyrzutów sumienia, że oglądając film o 22, zabieramy sobie cenne 2 godziny snu.

Pierwsze dni z pierworodnym pamiętam jak przez mgłę. Może właśnie dlatego, że w pierwszym tygodniu życia Tomka spałam łącznie jakieś 6 godzin. I o ile ja zdążyłam się przyzwyczaić do sytuacji w szpitalu, o tyle dla Mariusza, była ona doświadczeniem, co najmniej, szokującym.  Żaden film, reklama, książka, czy opowieść znajomych, nie uprzedziła nas o tym, że dziecko może tak dużo (i głośno) płakać.

Zanim złapaliśmy jakiś rytm dnia (i nocy), chodziliśmy jak zombie. Wszystkie obowiązki domowe spadły na Mariuszka, bo ja WIECZNIE karmiłam dziecko. Serio. Miałam wrażenie, że Młody nie odrywa się od mojej piersi nawet na pięć minut. A jak już to robił, to po to by oddać (różnymi wylotami) to, co wchłonął.

W tym miesiącu też, po raz pierwszy złamaliśmy żelazną zasadę ustaloną przed porodem. NIE BĘDZIEMY DZIECKU PODAWAĆ SMOCZKA. Cóż… już drugiego dnia w szpitalu, napisałam do Mariusza błagalnego smsa, by przywiózł ze sobą smoczki, bo ja nie wytrzymie tej presji.

Tomek niestety (albo i stety) smoczka odrzucił. I po dziś dzień, kiedy dajemy mu smoczek, traktuje go raczej jak jakąś dziwną zabawkę, która idealnie wpasowuje się na przykład w oczodół jednego z rodziców.

Miesiąc II – chyba opanowałam potwora

Drugi miesiąc zapowiadał się całkiem obiecująco. Udało nam się opanować sytuację nocą. Wypracowaliśmy system wyciszania wieczornego i usypiania oraz szybkiej reakcji nocnej,  by dziecko nie zdążyło się zorientować dlaczego się rozbudziło.

Wszystko szło gładko.

Małe powoli zaczynało reagować na twarze, gdzieś tam pojawiały się pierwsze uśmiechy a w nas narastało poczucie, że tak, jesteśmy stworzeni do rodzicielstwa, jak nikt inny…

Miesiąc III – to potwór opanował nas

Dziecko przejęło nad nami kontrolę absolutną. Czasami zastanawiałam się czy sąsiedzi nie zainwestowali już w profesjonalny sprzęt nagrywający, by tworzyć z ukrycia filmiki z naszym udziałem i wysyłać je do National Geographic, jako niesamowicie rzadki pokaz tańców etnicznych, mających na celu zdobycie łaski i zadowolenia małego bożka.  Prześcigaliśmy się w pomysłach, jak wywołać uśmiech na małym pyszczku Rekiniątka.

Ostatecznie jednak nagroda, jaką był bezzębny uśmiech pierworodnego, wynagradzała absolutnie każdy, najgłupszy pomysł, na jaki mogliśmy wpaść

Miesiąc IV – macierzyństwo to najwspanialsza praca EVER!!!

Cudowny, wspaniały, karmelowo-czekoladowy miesiąc w rozwoju Tomeczka. Maleństwo jest słodkie, puchate, kontaktowe, samodzielne i wygląda już jak mikroczłowieczek z reklamy rodzicielstwa.

Moja mała krówka, mój słodki pączuszek, mój najmądrzejszy króliczek rozumiał już absolutnie wszystko, co do niego mówiłam, praktycznie wszystko potrafił przekazać (nie używając przy tym słów, a to już jest geniusz). Podejrzewam, że jakbym dała mu w tym czasie arkusz sudoku poziom hard i ołówek, machnąłby rozwiązanie bez najmniejszego zastanowienia, zapisując na marginesie wzór na kwadraturę koła.

Genialne umysły łączy, jednak, wspólny mianownik, jakim jest słaby popyt na sen. Tak też było w przypadku Szarątka.

Miesiąc V- genialne dziecię jest prawie samowystarczalne

Dokładnie. Zwłaszcza jak rozszerza się dietę Malucha od 4 miesiąca życia. Tym sposobem, moje piersi dostały względną wolność. Znaczy, że nadal były okupowane przez młodocianą pijawkę, ale już nie tak intensywnie. Mogłam nawet na 2 godziny zniknąć z pola widzenia dzieciowi. Ale tylko w teorii.

Tak jak wspomniałam, w poprzednim miesiącu. Sen był raczej u nas rzadkim rarytasem niż codzienną pomidorową. Dlatego ponownie zaczynaliśmy chodzić jak zombie.

Rekiniątko nadal było słodyczą samą w sobie. I posiadało nieopisany plus – tam gdzie go zostawiłam, tam, mniej więcej, znajdowałam Malca po 30 sekundach.

Miesiąc VI – Aaaaaaaaapokalipsa!!!!

Kochane, puchate, słodziutkie maleństwo zmienia się w Syna Chaosu Absolutnego. Próbuje: siadać, wstawać, raczkować, pełzać, turlać się – wszystko to w jednym czasie, na dodatek rozpoczyna się proces intensywnego ząbkowania.

I nie działa tutaj stwierdzenie, że jak dziecko zmęczy się w dzień, to będzie dobrze spało w nocy. W przypadku Młodego, im więcej przeżyć za dnia, tym większe były wariacje w nocy. Już dawno zapomniałam, co to znaczy spać ciągiem 4 godziny (nie mówiąc o dłuższych sesjach).

Miesiąc VII – Czas na reorganizację przestrzeni.

Stało się. Tomaszek stał się mobilny. Raczkuje z prędkością światła, wstaje podpierając się o wszystko, co uzna za stosowne i nie przejmuje się takimi drobnostkami jak kontrola, czy podłoże jest stabilne (szafka) czy ruchome (samochodzik pchacz).

Na co mi zatem karnet na siłownię? Pierworodny urządza mi w domu takie centrum sportu i fitnessu, że Chodakowska z Lewandowską mogą mi tylko pozazdrościć i błagać mnie o udzielenie franczyzy (tą drugą coś- albo ktoś- ostatnio wzięło tknęło i poczuła biznes nosem 🙂 ).

Wszystko w zasięgu małych rączek musiało znaleźć nowe miejsce, albo właściciela. Jest niewątpliwy plus tej sytuacji- dziecko pomaga w bardzo dużym stopniu wyeliminować z mieszkania zbędne elementy.

Miesiąc VIII – Mały nastolatek

Tak jak na początku. Wiedziałam o buncie dwulatka, wiedziałam o buncie nastoletnim, ale o buncie 8 miesięcznego dziecka nie słyszałam, a jestem jego największą ofiarą. Tomek buntuje się przeciwko wszystkiemu, co nie jest mamą. Swego rodzaju luksusem jest dla mnie korzystanie z toalety bez kibicującej publiczności.

Cóż… 9. Miesiąc maluje się całkiem ciekawie…

Poniżej: samodzielne dziecko robi porządek na swoich półkach.20170211_105701-1

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s