O nadopiekuńczości słów kilka

Stało się.

Tomasz osiągnął nowy level rozwojowy. Zaczął wchodzić po schodach, póki co, za pomocą wszystkich dostępnych mu kończyn, ale fakt pozostaje faktem, dziecko przemieszcza się oprócz po linii poziomej, to i pionowej.  A jak po schodach to i kanapa nie stanowi dla niego żadnej przeszkody.

Tym sposobem pozbyłam się ostatniego miejsca w domu, gdzie mogłam w miarę bezpiecznie położyć torebkę. Wiem też, że mimo mojej rozpaczy, mój mąż, w głębi swojego pedantycznego serduszka, bardzo cieszy się z nowej umiejętności owocu naszej miłości, bo ja uczę się (! Nie, że jeszcze to robię!) odkładać rzeczy na miejsce. Problem polega na tym, że na moje torby miejsca nie ma, bo nigdy o to miejsce nie zadbałam…. Po przekroczeniu progu mieszkania, torba automatycznie lądowała na podłodze i grzecznie czekała, tam gdzie ją zostawiłam, na kolejne wyjście. Od kiedy pisklę szturmem opanowało podłogę, torba zmieniła miejsce na krzesło w salonie, a następnie na oparcie kanapy… A teraz muszę główkować, bo wiadomo, w damskiej torebce znajduje się cały warsztat przydatnych rzeczy, ale w rękach niespełna 9-miesięcznego szabrownika, mogą to być narzędzia globalnej zagłady. Także, nie wiem, jak wy, ale ja mam co robić… Najczęściej szukam torebki.

The Oscars oscars academy awards looking searching GIF

I zastanawiam się jakby to było, gdybym na przykład zrobiła dziecku strefę bezpieczeństwa. W sensie wydzieliłabym mu kwadrat o powierzchni 2×2, odgrodziłabym barierkami, wyściełała miękkimi kocykami, podłożyła pod spód monitory oddechu, włączyła elektroniczną nianię, na głowę pierworodnego wcisnęła kask i okutałabym go folią bąbelkową, to czy ja byłabym spokojniejsza?

Kiedy kobieta wydaje na świat potomstwo, w jej mózgu wyrasta nowa strefa o roboczej nazwie: ŻEBYDZIECKUSIĘNICNIESTAŁO. I tak każda najmniejsza umiejętność, jaką nabywa dziecko, okraszona jest z jednej strony ochami i achami, jakie to ja mam cudowne dziecko, a z drugiej strony przerażeniem, jak to teraz będzie?!
Od pierwszych dni jest to lęk o to czy dziecko nie zapomni w trakcie snu oddychać. Nawet jak, niczego nieświadome maleństwo, spokojnie sobie śpi, rodzice sterczą pół nocy nad dzieckiem i wytężają zmęczone gałki oczne w poszukiwaniu unoszącej się klatki piersiowej. I my się niby wycwaniliśmy, bo pożyczyliśmy od znajomych monitor oddechu i chociaż ten strach nas ominął… No może nie do końca, bo żyliśmy w strachu, co to będzie, jak rozładują się baterie w monitorze i nie będziemy o tym wiedzieli… Zatem i tak pół nocy nieprzespane bo patrzymy, czy diodka na monitorku miga.
Później przychodzi obracanie się z brzuszka na plecy i na odwrót, czyli strach, że w nocy dziecko się przewróci na boczek, zapomni jak się wraca i będzie mu niewygodnie całą noc.
Każdy kaszelek, zachłyśnięcie, czkawka, lekkie uderzenie urasta do rozmiaru tragedii… Tu muszę nadmienić, że znajomi posiadający potomstwo w ilości większej niż jeden mówią, że z każdym kolejnym potomkiem to przechodzi, także jest i dla nas nadzieja!
Aż przychodzi wstawanie… Jeny jeny jeny. On już wstaje, on już sięga sobie rzeczy ze stoliczka kawowego (my już się nauczyliśmy nie zostawiać niczego w zasięgu małych łapek, a wy? :)), on już ściąga książki z regału (my już pozbyliśmy się zawartości dwóch dolnych półek, a wy? :)), on już otwiera szuflady w kuchni (my już mamy zabezpieczenia na meblach, a wy? :)), on już uwiesza się na nocnym stoliczku (my już przymocowaliśmy wszystkie meble do ścian, a wy? :)). Strach pomyśleć, co my zrobimy z mieszkaniem jak Rekiniątko zacznie chodzić?!

 pizza community donald glover chaos troy GIF

I szczerze powiedziawszy, jestem trochę zła na tą naszą nadopiekuńczość, ale z drugiej strony, wydaje mi się, że dajemy dziecku całkiem spore pole manewru, bo… nie jesteśmy w stanie przewidzieć wszystkiego. Młody człowiek wpada na pomysły, na które większy człowiek nawet po długich rozważaniach by nie wpadł. I wiem, że nie uchronię dziecka przed całym złem tego świata, bo się nie da. Dlatego z każdym kolejnym tygodniem odpuszczamy trochę z naszą dbałością o bezpieczeństwo malucha. Nie, żebyśmy dawali mu od razu piłę łańcuchową do zabawy, czy wpuszczali na wybieg z tygrysami, coby się dziecko z kotkami pomiziało,  ale nie biegniemy też za każdym razem, gdy dziecię robi coś, co w nas budzi lęk, by go powstrzymać.  No chyba, że robi coś wyjątkowo głupiego (jak otwieranie gorącego piekarnika w trakcie jego pracy).

 chaos GIF
Zjedz, Żabko, owocka

Pamiętam, z jakim przerażeniem patrzyłam, jak Tomek przy pierwszych swoich próbach raczkowania, schodził z piankowej maty, którą dla niego, dzień w dzień rozkładaliśmy. Jak wizualizowałam sobie te wszystkie bakterie na podłodze, po której on teraz zasuwa rączkami, a później wkłada je sobie ochoczo do buźki. Tym sposobem wyrobiłam w sobie nawyk, dosyć regularnego odkurzania. I gdy zobaczyłam, że dziecku nic się nie dzieje, postanowiłam zrezygnować z maty, bo ani to funkcjonalne nie było, ani estetyczne, ani dla dziecka szczególnie interesujące. Teraz Tomek przemieszcza się po całym terenie mieszkania, bez żadnych ograniczeń i myślę, że na dobre mu to wychodzi. Codziennie odkrywa coś nowego, co niekoniecznie jest odbierane euforycznie przez sąsiadów. A to odkryje, że w salonie panuje idealna akustyka do rzucenia najcięższą zabawką, jaką ma o ziemię (wewnątrz Mariusza dzieją się wtedy dantejskie sceny, bo biedna podłoga), z kolei w kuchni doskonale szura się drabinką, bo wydaje ona tak cudownie irytujące (i głośne!) dźwięki. Natomiast w jego pokoiku najlepiej na świecie stuka się drewnianą łyżką w różne elementy wystroju, a przede wszystkim w podłogę i świetnie liże się okna (także jak zobaczycie kiedyś małego glonojada, dokładnie wylizującego centymetr po centymetrze okno, to duże prawdopodobieństwo, że jest to mój glonojad). Korytarz to taki trochę zakazany owoc dla Tomeczka, bo stoją tam, niczym niezabezpieczone buty. To miejsce to święty Graal młodego Rekina. Za każdym razem, gdy rodzice nie patrzą, niby przypadkiem Tomaszek akurat tamtędy przechodzi, a ten but w jego buzi to niewiadomo jak się w niej znalazł.

 baby what confused awkward huh GIF
Ja nic nie wiem

No ale cóż, inaczej się dziecko życia nie nauczy. Trochę uodporniliśmy się już na jego upadki, które swoją drogą młode szarątko doskonale kontroluje. Nie wpadamy w popłoch, kiedy w jego buzi ląduje element mieszkania, który w buzi raczej znaleźć się nie powinien. I nie siejemy paniki, kiedy dziecko z jakiegoś, bliżej nie określonego powodu zaczyna płakać, bo coraz częściej jest to klasyczne wymuszanie, ale o tym jeszcze kiedyś napiszę  J.

Reklamy

4 thoughts on “O nadopiekuńczości słów kilka

  1. Nasze dzieciatko też bardzo by chciało pozwiedzać już pół mieszkania aczkolwiek nie w głowie jej raczkowanie…jak narazie tylko leżąc na brzuchu udaje,że pływa i krzyczy bo nie może się przesunąć (chyba,że przed jej polem widzenia znajduje się tajemniczy klapek to zrobi wszystko żeby się tak doczołgać:p)…za to idealnie wychodzi jej podnoszenie się na nogi i nawet robi kilka koślawych kroków żeby tylko ugryźć kawałek jakiegoś mebla :p a guzów,ktore juz sobie nabiła nie zliczę…też byłam strasznie przewrażliwiona (mój M. nadal jest bo nawet fotelik do samochodu szuka jakiś mega dobry w testach o.O`) ale przecież my też się kiedyś tak uczyliśmy poznawać wszystko i nie raz się poobijaliśmy…grunt to dobrze zabezpieczyć mieszkanie 😀

    Lubię to

    1. Nie wiem co klapki w sobie mają, ale to działa jak magnes na dzieci 😁. Tomek tez na początku podciągał sie na meblach a dopiero potem uznal ze raczkowanie jest całkiem spoko formą transportu 😊

      Lubię to

  2. Moje dziecko lizało podłogę. Tak jak twoje przysysa się malowniczo do szyb – tak moje do podłogi. W końcu wspomniałam o tym przy którejś wizycie u pediatry, a pani lekarka na to: „I dobrze, niech liże, uodparnia się”. Szybko przeszło, ale pamiętam, że nie wiedziałam co z tym fantem zrobić. Prócz częstego odkurzania. 😉

    Lubię to

    1. Te nasze skrzaty. My ciągle w stresie a one robią co chcą. Słyszałam, ze jak dzieci liżą ściany to brakuje im wapnia ☺. Takze podloga i szyba pewnie tez maja jakieś ukryte wlasciwosci 😁

      Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s