Internetowe mamy – czyli dajcie mie strzelbę bo nie wytrzymię

Ostatnimi czasy przechodzimy, w sensie ja i Mariusz, poważne zmiany życiowe. Otóż postanowiliśmy zamienić opony zimowe na letnie. I już, już, pewnie, co wierniejsi czytelnicy bloga, podnoszą się z impetem z krzeseł i zakrzykują: „ale jak to? Przecież to już miało następować dawno! Co najmniej od nowego roku!”.
Owszem.
Miało.
I nawet tak się działo… Dzieje.
Co tydzień.
Od poniedziałku do czwartku.

A potem przychodzi weekend…

Bo młodzi rodzice formalnie nie mają weekendów. Bo do maluchów nie bardzo dociera filozofia piątku, piąteczku, piątuniunia. Bo i tak rytm dnia i nocy pozostaje taki sam. Bo na nic nam radość z wolnych dni, bo ich po prostu NIE MA!

Dlatego nasze, mój i Mariusza, sprytne organizmy wraz z nadejściem czwartkowego wieczoru, nagle przestawiają się na tryb weekendowego obżartuszka.
Po czterech dniach heroicznego wysiłku umysłowego, pod tytułem „z czym by zjeść ten topinambur na kolację oraz jak przyrządzić polędwiczki z piersi kurczaka, tak by były jak najbardziej bez kalorii”, wycieńczony głodówką mózg postanawia podjąć ostateczną próbę buntu. Niestety udaną. I tak przez kolejne 3 dni pływamy w oceanie węglowodanów, z radością nacieramy się różnymi olejami (z palmowym na czele), a w przerwach skaczemy po trampolinach sztucznych konserwantów i barwników.

HULU tv snl saturday night live nbc GIF

I przychodzi poniedziałek. Płacz i zgrzytanie zębów, że olaboga, dlaczego ja, ukryta prawda i szpital w jednym.

No.

Także od dzisiaj walczymy i w czwartek uprzejmie prosimy o wyjątkowo mocne trzymanie za nas kciuków, co by nasze postanowienia nie utonęły w hałdach tkanki tłuszczowej, która to ostatnimi czasy szturmem opanowuje okolice moich ud i podbródka.

I ja tak sobie siedzę i gmeram w Internecie, w poszukiwaniach szybkich i tanich sposobów na chudnięcie. Nieoceniony jest oczywiście stary, dobry wujaszek Google, ale ciocia Forum Internetowe bardzo zgrabnie dotrzymuje mu kroku.

Każdy, kto kiedykolwiek korzystał z Internetu wie, że wystarczą nanosekundy, chwila nieuwagi, leciuteńkie zboczenie z kursu myślowego i nagle znajdujemy się w tej części globalnej sieci, w jakiej nigdy znaleźć byśmy się nie chcieli, a nawet nie bardzo chcielibyśmy wiedzieć, że taka część istnieje. W związku z tym, ja na przykład nie bardzo wiem jak z tematu o detoksie organizmu, znalazłam się w tej części forum gdzie ludzie wysyłają zdjęcia różnych części swoich członków z pytaniami, czy ta plamka w okolicy lewego pośladka, to nie jest czasem objaw policystycznych jajników, a pytanie zadane jest przez użytkownika o tajemniczej nazwie „królewicz_rozkoszy69”.

 reaction wtf wut steve harvey dumbfounded GIF

I generalnie wszystko byłoby ok, bo co ja się będę mądrzyła, w końcu, od kiedy tylko istnieje Internet, ludzie szukają tam odpowiedzi na każde możliwe pytanie, łącznie z tymi dotyczącymi kwestii zdrowotnych, ale… No właśnie jest to ale. Bo o ile dorosły człowiek bierze pełną odpowiedzialność za siebie i swoje wybory, o tyle, jak widzę pytania mam, albo też tat, z całą galerią zdjęć pupek, cipuszek, penisków, z całą gamą pytań, czy konsystencja kupki jest prawidłowa, czy wysypka na policzkach jest ok, czy ta ropiejąca rana jest normalna, to natychmiast wpływa na moje usta soczyste KURWA MAĆ!

 fuck frustrated table flip fuck this shit GIF

Ludzie! Co jest z wami?! Czy konsultacja z lekarzem parzy?! Czy to naprawdę taki wielki problem, spiąć poślady i przejść się do pediatry, jak macie jakiekolwiek wątpliwości dotyczące Waszych dzieci?! Ja rozumiem, że czasami lepiej nie panikować, i owszem nie mam nic przeciwko szukaniu w internecie możliwych diagnoz, ale na litość boską, serio myślicie, że mama, czy tata, czy ktokolwiek tam jest po drugiej stronie kabla, ma większe kompetencje od lekarza, by ocenić, na podstawie zdjęcia kupy Waszego Szkraba, czy wszystko z nim w porządku?! Serio?! SERIO?! NA PODSTAWIE ZDJĘCIA KUPY?!

Quo vadis świecie? Quo vadis??!!

I byłabym hipokrytką jakbym powiedziała, że nie korzystam z takich stron. Należę do chyba każdej możliwej grupy zrzeszającej mamy z różnymi artefaktami macierzyństwa. Fitmamy, Mamy z Warszawy/Poznania/Gdańska/Koszalina/Starej Dziedziny (bo w każdym z tych miejsc gdzieś kiedyś byłam, choćby przejazdem), rozszerzanie diety po 4 miesiącu, rozszerzanie diety po 6 miesiącu (obydwie grupy zwalczają się nawzajem z determinacją godną rolnika zwalczającego stonkę ziemniaczaną), mamy z włosami blond, mamy bez kolczyków, naturalne mamy, plastikowe mamy, mamy alergików, mamy żarłoczków, mamy niejadków i wiele, wiele innych. I zasadniczo uważam, że każda z tych grup ma ogromną wartość merytoryczną i można bardzo wielu rzeczy z nich się dowiedzieć, ale niektórzy mocno przeceniają ich możliwości.

Błagam, zatem! Jak widzicie zbłąkaną duszyczkę w internetowym świecie, wysyłającą zdjęcia części intymnych swojego dziecka, proszę zareagujcie, postarajcie się jej uświadomić, że Internet to nie jest idylliczne miejsce, w którym puchate króliczki, żyją w zgodzie z mądrymi wilczkami. Nie! Tak nie jest! Internet to ciemny las pełen nieprzyjaznych bestii i to, że zdarzają się miłe i pomocne stworzonka, nie znaczy, że zaraz nie trafimy na wilka w owczej skórze, który ze zdjęcia naszego Skarbeńka zrobi bardzo brzydki użytek.

Notka tak ku przestrodze, bo mnie już strzela.

Reklamy

2 thoughts on “Internetowe mamy – czyli dajcie mie strzelbę bo nie wytrzymię

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s