Wojny męsko-męskie, Freud, pułapka na faceta – czyli o porządkach słów kilka

Mam w domu dwa antagonistyczne obozy, zwalczające się z równą zaciekliwością.

Z jednej strony Mariusz – mąż mój, który jest raczej duszą pedantyczną. Może nie składa bokserek w kostkę przed snem (a nawet jakby to robił, to pozbawione byłoby to najmniejszego sensu, bo od kiedy Szarątko nauczyło się otwierać szuflady, samo ustala jak wyglądać ma ich wnętrze… i bynajmniej, nie uświadczymy tam niczego złożonego w kostkę), ale ma podejście perfekcjonistyczne do otaczającej go rzeczywistości, co przy mojej osobie jest jeszcze bardziej zauważalne, bo z pedantycznych rzeczy to ja bardzo poważnie podchodzę do kwestii doprowadzania kształtu mojego ciała do perfekcyjnej kuli.
W każdym razie Mariusz, jak tylko zbliża się jakaś bardziej znacząca data w naszym kalendarzu, to planuje porządki. Bo wiecie. Ja jestem na macierzyńskim. Codziennie sprzątam w mieszkaniu i mój mąż to bardzo docenia. Ale Mariusz, lubi jak posprzątane jest w jego stylu. Mi nic nie powie, bo wie, że obudziłby bestię, i potem foch przez trzy dni, na obiad ziemniaki z solą i zwracanie się do siebie w sposóbformalny, ale widzę, jak wielka walka czasem toczy się w jego czyściutkim serduszku, kiedy widzi, że po moich ostatnich kuchennych rewolucjach, ściany w kuchni pokryte są malowniczymi plamkami tłuszczu, kefiru, pomidorów, czy innych składników naszej strawy. Także jak już mój Mąż planuje porządki, to można spodziewać się fajerwerków z drobnymi pracami remontowymi włącznie. Po jego porządkach, można śmiało zapraszać gości na ucztowanie prosto z podłogi, bo żaden drobnoustrój nie ma prawa, ani najmniejszej szansy w starciu z filozofią pedantyzmu mojego męża.

Z drugiej strony Tomasz – syn nasz, który ewidentnie kieruje się w życiu filozofią chaosu. To nie jest tak, że damy Młodemu zabawkę, choćby i najbardziej multifunkcjonalną, i on momentalnie zostaje wciągnięty w wir zabawy na najbliższe godziny. Otóż nie. Tomasz lubi tworzyć wokół siebie przestrzeń pełną… wszystkiego. Czasami zastanawiam się, jak to małe urocze stworzonko, potrafi tak szybko przekształcić pustą podłogę w festiwal kolorów. Kiedy z pokoju Szarańczy nie wydobywa się żaden dźwięk, to my już wiemy, że prawdopodobnie młodzian demontuje panele, rozmontowuje okno, albo reorganizuje przestrzeń w naszej szafie. Cóż… Gen bałaganiarstawa… tfu… twórczego nieładu, ma ewidentnie po mamusi.

Dlatego, jeżeli kiedykolwiek chciałabym zastawić pułapkę, na któregoś z moich chłopaków to wystarczyłoby, albo zostawić na środku pokoju jakiegoś paprocha, albo pozostawić coś w idealnym porządku. Ani jeden, ani drugi, nie pozwoliłby sobie na taką zniewagę. I nie wiem, jak to się dzieje, ale mimo swoich nieco rozbieżnych stanowisk w kwestii trzymania porządku, Mariusz i Tomek, doskonale się ze sobą dogadują… No chyba, że działa to na zasadzie istnego perpetuum mobile – Tomek rozwala, Mariusz układa, Tomek rozwala itd. I każdy ma co robić w tej relacji.

I tak o tym wzajemnym zwalczaniu się, dzisiejsza notka. Otóż, kiedy byłam jeszcze młodą, piękną i beztroską ptaszynką, szukającą swojej drogi życiowej, otarłam się o studia psychologiczne. Ostatecznie porzuciłam uczelnię, obrażając się na nią do odwołania, ale zamiłowanie do pewnych aspektów psychologii rozwojowej pozostało. A będąc na studiach psychologicznych nie sposób ominąć pewnego pana, który stał się niejako wizytówką współczesnej psychologii, niekoniecznie ją definiując. Mowa oczywiście o Zyziu Freudzie, który miał kilka teorii, które nieodwracalnie wryły się w historię psychologii. Między innymi stworzył, znaną chyba każdemu, choćby ze słyszenia, teorię Kompleksu Edypa (lub też Elektry, wprowadzoną przez pana Junga, do czego pan Freud nie podchodził zbyt entuzjastycznie). W skrócie, teoria ta opiera się na domniemaniu, iż na pewnym etapie rozwoju malucha pojawia się zazdrość o matkę, podszyta przesłankami seksualnymi. Stąd, na którymś etapie życia (dość wczesnym bo w okolicach 2-3 roku) synkowie roszczą sobie prawa do mam, chcąc eliminować rolę ojców. Z drugiej jednak strony pojawia się lęk kastracyjny – Maluch obawia się, że czyniąc sprzeciw ojcu, który jest silniejszy i ma większy autorytet, zostanie narażony na  pozbawienie swojej męskości. Dlatego też, przy odpowiednich relacjach matka – syn – ojciec, dziecko jest w stanie prawidłowo wykształcić w sobie składnik osobowości zwany superego (odpowiedzialny za moralność i kulturowe ideały), jeżeli konflikt ten nie zostanie prawidłowo rozwiązany, dziecko narażone jest w przyszłości na problemy osobowościowe, które przez pana Zygmunta były tłumaczone bardzo często właśnie nierozwiązanym kompleksem Edypa.
Z drugiej strony jest jeszcze Jungowska teoria Kompleksu Elektry, dotyczącego dziewczynek, które na podobnym etapie, co chłopcy, odkrywają różnice płciowe i pojawia się zjawisko zwane „zazdrością o penisa”. Tutaj z kolei rozpoczyna się rywalizacja między mamą, a córką o ojca. I według tej teorii, o ile chłopcy są w stanie całkowicie wyrosnąć z Kompleksu Edypa, o tyle dziewczynki nigdy do końca z tego nie wyrastają, przez co superego kobiet jest słabsze. Także wiecie kobitki…. Morale to u nas moooocno kuleją, i co gorsza, nie mamy za bardzo nadziei na poprawę.

Oczywiście teorie te nie mają żadnego naukowego potwierdzenia w prowadzonych badaniach. Są wręcz mocno krytykowane, chociażby przez psychologów ewolucyjnych, którzy zarzucają teoriom tym wiele nieścisłości oraz ewolucyjnych sprzeczności.

W każdym razie nie sugeruję, że moje dziecko wchodzi w etap ewentualnego kompleksu Edypa, bo trochę mi ta teoria nie podchodzi, a poza tym to jednak dużo za wcześnie. Rzeczywiście jednak przechodzimy etap totalnej mamozy, oraz zazdrości, która przejawia się w dość dosadny sposób – Rekiniątko, kiedy tylko Mariusz chce mnie pocałować, odpycha go rączkami, uwieszając się na mnie jak mała małpka, nie mówiąc już o sytuacjach kiedy widzi mnie w trakcie zabawy z tatą… Momentalnie rzuca wszystko i domaga się obecności mamy.
Dlatego też mimo, że moje chłopaki należą do dwóch przeciwległych obozów, zwalczających siebie nawzajem pod kątem wizji otoczenia, walczę jak lwica o to by spędzali ze sobą jak najwięcej czasu.
Dzięki temu, ja mam troszkę czasu dla siebie, a moi mężczyźni rozwiązują, ewentualne rozwojowe konflikty interesów 😊.

Reklamy

2 thoughts on “Wojny męsko-męskie, Freud, pułapka na faceta – czyli o porządkach słów kilka

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s