Słodziakowa ekspansja – czyli gdzie zgubiłam rozum i resztki godności?

Wycieram ja sobie litr octu z podłogi, co jakiś czas nadziewając się na odłamki szklanej butelki, na tyle zdradliwe, że niewidoczne gołym okiem, a wbijają się w skórę na głębokość rowu mariańskiego.
Takie masochistyczne atrakcje zapewnił mi jakiś dekiel z działu marketingu popularnej sieci dyskontów, który wymyślił, godną szatana, akcję zbierania naklejek za każdy wydany milion lokalnej waluty, w sklepie z robaczkiem w nazwie, za które to naklejki (w ilości 2 milionów) otrzyma się futrzane coś, warte 2 dolary na aliexpress. #niechżyjekonsumpcjonizm.
Oprócz dekla, odpowiedzialnego za całą akcję, w dziale marketingu pracuje jeszcze jeden dzban, który chciałby już zakończyć swój staż na stanowisku junior marketing development assistant leroy marche accountant i ruszyć z kopyta na stanowisko, o równie skomplikowanej nazwie, ale ponoć, sugerującej, że jest się o punkcik wyżej w korporacyjnej hierarchii. I ten dzban, na jednym z działowych mitingów, po rozważeniu wszelkich za i przeciw, rozpracowaniu każdego możliwego scenariusza, postanawia, po raz pierwszy wyrazić swoje zdanie. I mówi asapem do senior marketing developement leroy marche chiefa:
– słuchaj, Łukasz, zobaczmy jak pieklo płonie – i rozsyła smsy do wszystkich posiadaczy karty lojalnościowej sieci dyskontów.
A w tym smsie informacja, że słuchaj Helena, dzisiaj w niedzielę, w końcu, coś kupisz. Leć do Biedry, bo tam czeka Cię niespodzianka! Za każdy wydany milion dostaniesz nie jedną, a dwie (!!!!!!!!!1) naklejki! = Twój mały Jeronimomartin dostanie szybciej naszego kultowego supersłodziastego szkodnika! Pozdro500.

I wszystkie biedromamy i biedrotaty zajarani, jak Rzym przy Neronie, biegną do dyskontu, bo słodki pluszak jest na wyciągnięcie ręki.

Wiec, nie ma się co dziwić, że i ja niewolnica (#Isaura) marketingowego zagrania mistrzów szalonych liczb, poleciałam do sklepu, robić tygodniowe zakupy (ze szczególnym uwzględnieniem owoców i warzyw, bo wiadomo, za 40 kg pasternaku przysługuje dodatkowa naklejka #tylewygrać). I nie tylko ja, bo jak, po wydaniu półrocznej wypłaty, okazało się, że brakuje nam 6 naklejek do darmowego (!!) pluszaka, mając do wyboru, zrobić kolejne zakupy na miesiąc, czy przehandlować duszę na olx za naklejkę, Mariusz wziął się i pojechał dokupić, tak na wszelki wypadek, parę butelek octu, worki na śmieci i 12 kg ziemniaków (#wiadomo).
I jest! Mamy go! Jerzysław Jeżozwierz zasilił naszą Słodziakowatą Szajkę (zaraz za Borsukiem Bogusławem)! #asertywność1000 #uśmiechdziecka #byłowarto

LRM_EXPORT_5569783720571_20181001_085943711

Reklamy

4 myśli w temacie “Słodziakowa ekspansja – czyli gdzie zgubiłam rozum i resztki godności?

  1. A ja myślę, że to nie ci co wymyślili tą akcję tak ją nakręcili tylko sami ludzie. Wydaje mi się, że przy pierwszej edycji sami marketingowcy byli w szoku haha. Ja nie rozumiem ludzi co za naklejki wysyłają nagie fotki itp. Sama zakupy robię rzadko w Biedronce, mieszkam w Niemczech. Jednak jak jestem w Polsce i jest akcja to naklejki oddaje siostrzenicy. Jednak jak ktoś i tak robi tam zakupy, to powoli nazbiera na tego Słodziaka. I nic w tym złego. Ja ostatnio musiałam uzupełnić zapas pampersów dla syna, dorzuciłam brzoskwinie, i tak za wydane 100 coś złoty było 13 naklejek. Jednak niektórzy rodzice faktycznie tracą głowę 😉

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s