Jak zaufać dziecku – podręcznik praktyczny

Nie wiem jak Wy, ale ja ostatnio sporo czasu spędzam w łazience.

I nie. Wcale nie w celach relaksacyjnych (patrz ostatnie notki).

Fizjologicznych też nie.

Po prostu, ponieważ miniczłowiek bardzo upodobał sobie wspomniane pomieszczenie, jako plac zabaw/toaletę/pokój prób śpiewaczych i recytatorskich/miejsce rozpaczy wszelakiej, ja chcąc niechcąc przyjmuję na klatę nowe, niespodziewane funkcje naszych pomieszczeń i spędzam tam dużą część tak zwanego wolnego czasu.
Także w łazience naszej dzieje się wiele.
Szczenię jest jednak w fazie emancypacyjnej i wszystko chce robić samodzielnie jako autonomiczny byt.
W sumie spoko, bo spędzanie całego popołudnia na pilnowaniu by młode nie wpadło do muszli klozetowej, nienależy do mojej listy top10 bezproduktywności? No i jest to sytuacja typu win win, bo dzieciak robi co chce, a ja mogę uzyskać chwile dla siebie, tłumacząc to usamodzielnianiem miniczłowieka.
Zatem przy ostatniej rekomendacji Szarątka („mama ić stomt!), postanowiłam rzeczywiście iść, chwycić byka za rogi i dać dzieciakowi luz, zostawiając go samego na kibelku.
Zamykając za sobą drzwi łazienki wpadłam w niekontrolowany popłoch, bo kompletnie nie byłam przygotowana na tą godzinę wolności (miniczłowiek postanawia zejść z kibelka dopiero po dwukrotnym odśpiewaniu całej płyty fasolek, wyrecytowaniu wszystkich znanych sobie wierszy oraz zrelacjonowaniu co też się ostatnio w jego życiu działo – z dokładnym reportażem na temat dotychczasowych posiłków na czele). Zaczęłam więc rozglądać się za wszelkimi sprokrastynowanymi sprawunkami, jakie w ostatnich latach wpełzły na listę „dedlajn na wczoraj”. Otworzyłam swój kalendarz, chcąc w końcu, w połowie października, dokonać jakiegoś pierwszego wpisu, ale tak się przyzwyczaiłam do życia na krawędzi – bez planu, że nawet nie wiedziałam co mogłabym tam zapisać…
Chwyciłam za książkę, bo mam ostatnimi czasy mocne postanowienie nadrobienia wydawniczych zaległości i nasłuchiwałam błogiej ciszy.

I tylko rodzic jest w stane zrozumieć, jak głęboki niepokój taka cisza potrafi wywołać. Co się dzieje w zdziczałym umyśle rodzica, kiedy słyszy z łazienki dudniące nic.
Jak mawiał klasyk, kiedy z pomieszczenia, w którym przebywa dziecko, nic nie słychać to znaczy, że firanki płoną.
Ewolucyjnie jesteśmy przystosowani do dwóch reakcji w chwili zagrożenia życia, nazwannych w behawiorystycznych koncepcjach zachowaniami typu fight or flight. Mój organizm jednak okazywał, w tym momencie, głębokie niezdecydowanie w tej materii. Z jednej strony chciałam czym prędzej wparować do łazienki i wkraczając niczym łondermama z falującą ścierką od naczyń na ramieniu, ratować miniczłowieka z opresji toaletowych niebezpieczeństw. Z drugiej jednak, rozsądek nakazywał mi się zatrzymać – odwlec nieco w czasie nadciągającą katastrofę ekologiczną.
Kiedy jednak w trakcie moich filozoficzno-egzystencjalnych rozważań, uslyszalam dźwięk puszczanej wody, odetchnęłam z ulgą, bo miałam tę pewność, że dziecko nie zjadło kostki toaletowej, nie poodkręcało rur i nie urządziło sobie z zasłonek huśtawki, bawiąc się w Tarzana.
– mamo, pomóż. Klulik mokjy- słyszę przez drzwi i już widzę oczami wyobraźni to 820 kilo cebuli, jakie musiałam zakupić w znanym dyskoncie, by rzeczonego klulika zdobyć (#zadarmo).
Wchodzę do łazienki, będąc w pełni przygotowaną na żałosny obraz tonącego w muszli klozetowej słodkiego klulika, który jednak nie tonie, a jest skrupulatnie oblewany wodą przez miniczłowieka, ktory informuje mnie, że mama już czysty. Biorę pluszaka do ręki i wącham, by stwierdzić miejsce jego wcześniejszego pobytu i ku mojemu zdziwieniu, odkrywam że pachnie on całkiem przyjemnie. Powoli rozglądam się po łazience i dopiero teraz odkrywam, że podłogi, pralka, szafka i ściany są jakby mokre.
– Tomusiu – zagajam delikatnie, bo nie chcę spłoszyć tej (#atrakcyjnej) zwierzyny – co tu zrobiłeś?
Młode patrzy mi ufnie w oczy, wskazuje na ekologiczny płyn do dezynfekcji zabawek i z dumą odpowiada
– psikłem

#jakietoszczere #bhp #dezynfekcja #poziomTomek

Reklamy

3 myśli w temacie “Jak zaufać dziecku – podręcznik praktyczny

  1. oj też nieraz już nasze misie, zabawki miały myte rączki w toalecie 🙂 jednak nie zawsze trzeba zakładać najgorsze, nie jest tak źle 😉 choć cisza paraliżuje rodzica, oj bardzo

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s