Rzecz o człowieczeństwie, szczepionkach, nocnikowaniu – czyli z życia wzięte

Ktokolwiek twierdzi, że przy dziecku, omijają go wszelkie przyjemności życia – podróże, kultura, rozrywka, ten jeszcze nie wie, jak bardzo jest w błędzie.

Ktokolwiek uważa, że przy dziecku, na jego ścieżce samorozwoju pojawia się  rozsypane ziarno i stado strajkujących rolników, ten jeszcze nie wie, że bardziej mylić się nie może.

Ktokolwiek mówi, że wraz z wkroczeniem w elitarne grono rodziców, gubimy gdzieś login i hasło do świata normalnego myślenia, ten jeszcze nie wie… że w sumie to ma rację

damn right walter white GIF by Breaking Bad

Ale do brzegu. Ja na przykład, od kiedy pierworodny poszedł do żłobka, nie stałam w miejscu, o nie, ja obeszłam cały atlas chorób dziecięcych wzdłuż i wszerz. Zaczęło się od niewinnej wycieczki w głąb Stanów Zjednoczonych Ameryki, czyli choroby bostońskiej…. A potem to już poszło po pełnej petardzie. Wszelkie odmiany kataru – koloryt, konsystencja, zapach czy kleistość – umiem rozpoznać i zakwalifikować do odpowiedniej jednostki chorobowej na momencie. Kaszel – suchy, mokry, oskrzelowy czy krtaniowy – no problemo, znam ludzi, którzy znają ludzi, którzy znają leki, które temu zaradzą. Swędzi oczko – jako doświadczony rodzic, wiem dokładnie jak w wyszukiwarce, ukochanego doktora rodziców – doktora Googla – odsiać ziarna od plew i odpowiednio zdiagnozować u dziecka alergię. Jestem jak pies myśliwski, który za pomocą jednego ruchu nozdrzy, wyczuwa skitraną w niewielkim ciałku, chorobę i reaguję na momencie. Lekarze? Potrafią wyrecytować pesel mojego dziecka z pamięci, a dziecko wchodzi do ich gabinetów, jak do swojego miejsca pracy, pozdrawiając ich nonszalancko uniesioną rączką i hasłem „sześć”, po czym, nie bawiąc się w konwenanse, siada po drugiej stronie biurka i bez zbędnych pytań, częstuje się cukierkiem. Także w dziedzinie opieki zdrowotnej i wszelkich aspektów działania Narodowego Funduszu Zdrowia mogłabym, powoli robić specjalizację.

like a boss wave GIF by Red Bull

Jeżeli zaś chodzi o kwestie normalnego funkcjonowania w społeczeństwie, to rzeczywiście ostatnimi czasy niepokojąco często nachodzi mnie myśl, że coś tutaj mogło pójść nie tak jak powinno. Złapałam się na tym ostatnio, przy intensywnym procesie nauczania Rekiniątka korzystania z nocnika. Poniesiona falą totalnej euforii, po udanej próbie posadzenia pierworodnego na nocniku, kiedy to, mówiąc metaforycznie, jedyneczka gładko wpłynęła do portu, obfotografowałam, z każdej strony, owo dzieło okraszając wiadomość multimedialną ckliwym opisem, że zobacz, co owoc naszej miłości dzisiaj zrobił, i już już miałam klikać paluszkiem opcję „wyślij do mąż”, kiedy przez moją głowę przemknął taki dawno niewidziany błysk, który daje nadzieję, że być może jeszcze kiedyś uda mi się porozmawiać z kimkolwiek na inny temat niż wady i zalety metody montessori, że… hej, halo Szarasiu, zawróć. To chyba pułapka. Jak chcesz wysyłać mężowi mmsa, który ma wywołać w nim poruszenie i chęć szybszego powrotu z pracy, to są chyba lepsze treści niż zdjęcia moczu waszego dziecka… niezależnie czy ciecz ta znalazła ujście w pieluszce, nocniku czy podłodze… Serio.
I zastanawia się człowiek, w takim momencie, że jak to się stało, kiedy, w którym momencie swojego jestestwa w branży rodzicielskiej, zatraciłam swoje człowieczeństwo? Człowieczeństwo, w sensie bycia człowiekiem zdolnym do jakiejkolwiek formy współegzystowania z innymi człowiekami w jednej przestrzeni, bez oceniania, bez nachalnego wpajania im zalet posiadania osobistych kopii awaryjnych w postaci małych człowieków, bez wywrzaskiwania po prawo i lewo o relacji bliskości, jako jedynej słusznej drodze wychowania, czy też bez męczeńskiego wojowania o wolność karmiących cycków i absolutny zakaz wprowadzania w małe istoty zabójczych szczepionek.

W akcie desperacji, postanowiliśmy, jako jednostki dorosłe i odpowiedzialne, poczynić pewne kroki, które będą w stanie usprawiedliwić nas i naszą monotematyczność, w otaczającym nas społeczeństwie. Droga była jedna.

Skoro już i tak będą mówić, że jesteśmy dziwni, dajmy im niezaprzeczalny powód. Zostańmy weganami!

vegan GIF

Tak. Znaczy to, że mogą tu się pojawiać treści nieodpowiednie dla zadeklarowanych mięsożerców 😊, ale nie żeby od razu robić  z siebie blogerkę kulinarną, bo na to jestem zbyt leniwą bułą. Także proszę się nie dziwić, jak nagle na blogu pojawią się przepisy na wegańskie burgery z komosy ryżowej i fasoli na delikatnej pierzynce z batatów, albo przydługa dywagacja na temat wyższości diety roślinnej nad dietą mięsną. Nie no żart. Będą różne treści, bez indoktrynacji 😉.

Ps. Kolejnym krokiem, idąc tokiem naszego myślenia, będą najpewniej studia prawnicze.

 

Reklamy